UPAŁY I DZIECKO – bez czego według babci wnusio nie dożyje zimy?

DZIECKO UBIERAMY W UPAŁY PODOBNIE JAK SIEBIE

Nie 1 warstwa więcej, nie 5 warstw więcej, nie obowiązkowy becik przy 30 stopniach na zewnątrz. Tak, noworodki w upały też. Oczywiście to hasło to mega uproszczenie, bo zaraz usłyszę: „Róża, ty durniu, ja chodzę w futrze niby paryska dama nawet przy 30 stopniach” oraz „Róża, ty durniu, nawet w zimie prężę wdzięki w podkoszulku niby młody Brando”. Tak, są ludzie, którym jest zawsze zimno lub ciepło. Ale chodzi o ogólną zasadę – nie przeginamy pałki. Nie traktujemy dzieci jak innego gatunku. Jeśli jest gorąco, to dzieciom też jest gorąco.

UWAGA: Gdy jest zimno, rzeczywiście małe niemowlaki, które np. niewiele się ruszają, powinny być ubrane nieco cieplej, niż dorosły, który np. pcha wózek, więc ma jakiś tam wysiłek fizyczny. Ale zasada ta nie dotyczy upałów!

UWAGA nr 2: Jeżeli Twoje dziecko to kilkulatek, którego normalnym trybem poruszania się jest skakanie po drzewach, ściganie bezdomnych kotów i fikanie koziołków, to należy to wziąć pod uwagę w upały i ubrać nawet „lżej”, niż siebie, czyli odpowiednio do jego aktywności fizycznej.

PIEKARNIK W SAMOCHODZIE, PIEKARNIK W WÓZKU

Jeśli przegrzejemy dziecko, owijając je w becik przy 30-stopniowym upale to będzie mu ciężko oddychać. Czy Tobie się łatwo oddycha, gdy jest upał? A gdyby ktoś dodatkowo zawinął cię wtedy w kożuch pradziadka? Albo zamknął w rozgrzanym samochodzie?

Melania Dereszrobiła niedawno na instagramie super doświadczenie – wsadziła do auta manekin dziecka (i jajko jako dodatek). Potem mierzyła temperaturę w samochodzie w miejscu, gdzie siedzi dziecko. Zaczynała od 25 st.C. Po 20 minutach było już 43 st.C.! Po 2 godzinach 64 st.C.! Jajko też nie miało się najlepiej…

Grzesiek „Taki sanitariusz ale bardziej” też nagrywał kiedyś film z wnętrza nagrzanego samochodu (chociaż mój ulubiony to i tak ten film, gdzie auto koziołkowało i niezabezpieczone zakupy latały po wnętrzu i waliły pasażera po twarzy! Od tej pory wożę zakupy w bagażniku).

Wiele osób w kółko gada o tych nagrzanych samochodach i zostawionych w środku dzieciach. Szczerze, myślę wtedy: „Po co tyle o tym gadać? Przecież na pewno nikt nie robi takich rzeczy!”. A potem mi piszecie, że na parkingu pod jakąś galerią było zostawione małe dziecko, które już wyglądało kiepsko, całe spocone, że wezwaliście ochroniarza, który musiał wybijać szybę. I to, co mnie najbardziej przeraziło, że ochroniarz powiedział coś w stylu: „To się zdarza co chwilę, jesteśmy przyzwyczajeni”.

Okej, samochód samochodem, o tym na szczęście się mówi dużo. Ale jeżeli przykryjemy wózek kocem, zrobimy w środku coś podobnego. Nie róbmy dzieciom piekarnika w wózku. Jeśli upieracie się, by wózek czymś przykryć, zaglądajcie co chwilę do środka, sprawdzajcie, czy temperatura wewnątrz nie rośnie. A najlepiej postawić wózek w cieniu, na słońcu użyć parasolki, nie koca. Myślę, że w wielu rzeczach możemy się nie zgadzać, ale zakładam, że w tym się zgadzamy – nie chcemy usmażyć swojego dziecka.

A JEŚLI SIĘ PRZEZIĘBI?

Okej, przygotuj się teraz na wielką tajemnicę i do diaska, jak dobrze, że odnalazłeś tego bloga, bo nigdzie nie są zdradzane takie tajemnice, jak tu!

BARDZIEJ NIEBEZPIECZNE DLA MAŁEGO DZIECKA JEST PRZEGRZANIE, NIŻ PRZEZIĘBIENIE.

Im mniejsze dziecko, tym bardziej niedojrzałe ma mechanizmy termoregulacji. To znaczy, że jeśli na zewnątrz jest zbyt gorąco (np. upał+becik) to dziecko nie zdoła utrzymać prawidłowej temperatury ciała. Małe dzieci mają małą powierzchnię ciała. Małą objętość krwi. Czyli mają mało tych rzeczy, które odpowiadają za utrzymanie prawidłowej temperatury ciała.

I co równie ważne – im mniejsze, tym trudniej im dać znać, że coś jest nie tak, że jest im za gorąco, że ciężko im oddychać. Przedszkolak powie wprost: „Matka, daj spokój, zdejmij ze mnie ten koc, bo się uduszę!”. Małe dziecko będzie się dusić w milczeniu. Ja wiem, że „dusić się” to mocne słowa. Ale właśnie do tego prowadzi przegrzewanie najmniejszych dzieci – do zaburzeń oddychania. Do bólów brzucha. Do nasilenia objawów kolki niemowlęcej. Przegrzanie niemowlaka to też jeden z czynników ryzyka tzw. ŚMIERCI ŁÓŻECZKOWEJ. Niemowlak jest za mały, żeby sam rozwinąć się z becika albo otworzyć okno. To nasze zadanie, żeby go nie przegrzać.

ALE MA TAKIE ZIMNE RĄCZKI!

Tak, małe dzieci mają często chłodne dłonie i/lub stopy. To nie świadczy o tym, że zaraz im odpadną z zimna i usłyszymy „a nie mówiłam”. Chodzi o to, że u tak malutkich dzieci krążenie obwodowe też często jeszcze nie jest takie ekstra, jak dorosłych. Dlatego lepiej sprawdzać skórę na karku dziecka. Jeśli kark jest ciepły – w porządku.

SPALENI SŁOŃCEM

Niemowlaki nie powinny wcale przebywać na pełnym słońcu, zwłaszcza w godzinach południowych. A jeśli z jakiegoś powodu przebywają albo mamy do czynienia ze starszymi dziećmi, które mają w nosie swoje bezpieczeństwo, chcą się po prostu dobrze bawić latem, to trzeba pamiętać o:

róża lekarz dla dzieci upały

Nakrycie głowy.

Takie, żeby CHRONIŁO PRZED SŁOŃCEM. To jego jedyne zadanie. Nie musi zasłaniać uszu! (Ostrzegałam, że będzie zdradzanych dużo tajemnych tajemnic). Nie chodzi o ciepłą czapkę, tylko o lekką czapkę, kapelusz. Jeśli dziecko jest w cieniu, czapki nie potrzebuje. Powtórzę: nie chodzi tu o uszy, uszom nic nie będzie, nawet uszom noworodka, które są takimi samymi uszami, jak wszystkie uszy i np. też mają w środku błonę bębenkową, która oddziela ucho wewnętrzne od świata zewnętrznego. Czapka w lecie jest po to, żeby chronić przed słońcem, koniec i bomba. Pamiętaj zresztą, że głowa u dzieci jest duża w porównaniu do reszty ciała, czyli zakrywając dużą powierzchnię ciała ciepłą czapką wyłączamy z zabawy spory kawał powierzchni, przez którą organizm mógłby tracić nadmiar ciepła. Więc nie dość, że możemy przegrzać, to jeszcze utrudniamy dziecku ratowanie się przed tym przegrzaniem.

O objawach wyczerpania cieplnego i udaru gadałam TUTAJ

Kremy z filtrem.

Kremy z filtrem stosujemy na całe ciało i nakładamy zgodnie z zaleceniami producenta (który powinien opisać, jak często powtarzać w warunkach bez wody, jeśli dziecko się kąpie itp.). Filtr powinien być jak najwyższy, SPF kilkadziesiąt. NIE OPALAMY DZIECI. Mimo tego, co czasem pierniczą totalnie niemedyczni celebryci, jest mnóstwo badań naukowych potwierdzających ekspozycję na słońce w dzieciństwie z nowotworami skóry w wieku dorosłym. Wiem, że opalone dzieciaki wyglądają fajnie, można się też łatwiej pochwalić zagranicznymi wczasami. Ale teraz zadaj sobie pytanie: czy ważniejsze jest ładne zdjęcie na insta czy fakt, że nadmierne przebywanie na słońcu w dzieciństwie zwiększa ryzyko nowotworów? Do diaska, instagram ma tysiąc filtrów, zrobisz sobie opaleniznę na zdjęciu tak czy siak!

I żeby mi zaraz ktoś nie powiedział, że każę zamykać dzieci w domach, a słońce jest super. Jasne, słońce jest super, przebywanie na świeżym powietrzu jeszcze lepsze, a ja mieszkam na wsi i tu się dzieci nie zamyka w domach, tylko bardziej trudno je do domu zagonić. Ale ze względów zdrowotnych dzieci na pełne słońce bez ochrony nie powinny być eksponowane, zwłaszcza małe dzieci.

Kremy z filtrem też nas nie zwalniają z nakrycia głowy, jeśli dziecko przebywa na pełnym słońcu.

A co z witaminą D, skoro wstrętny lekarz każe unikać słońca?

To, że zgodnie z obecną wiedzą bezpieczniej dla dziecka być wysmarowanym kremem z filtrem z góry na dół i przyjmować witaminę D doustnie, niż wystawiać dziecko na słońce, żeby witaminę samo wyprodukowało.

A ile trzeba być na słońcu, żeby nie trzeba było łykać witaminy D? Minimum 15 minut w słońcu w godz. 10-15, w Polsce w miesiącach maj-wrzesień, z odsłoniętym obszarem skóry o powierzchni przedramion i podudzi. TUTAJ macie źródło tej informacji, czyli portal „Medycyna Praktyczna dla pacjentów„, który w ogóle mocno polecam.

Nawadnianie.

Nie może być tak, że dziecko przebywa pół dnia na nagrzanym placu zabaw, a my zapomnieliśmy wody z domu i „jakoś to będzie”. Jeśli zapomnieliśmy wody, to nie powinno to być pół dnia, tylko o wiele krócej albo trzeba skądś wodę skombinować.

Nawadnianie jest mega ważne w upały. Maluch na piersi sobie z tym zwykle poradzi bez problemu, bo będzie siadał do stołu częściej. Kilkulatek prawdopodobnie w ogóle nie będzie o tym pamiętał, bo będzie akurat chomikiem-piratem zdobywającym kolejną wyspę. I dopiero gdy podetkniemy mu picie pod nos stwierdzi ze zdziwieniem, że strasznie mu się chce pić.

Dlatego to nasza rola, opiekunów, często proponować wodę dzieciom podczas upałów. Nie liczmy na to, że same się o nią upomną w sensownej ilości.

Jeszcze jedno – patrzmy, czy piją! Bo może być tak, że chwycą od nas butelkę, ale już naprawdę bardzo chcą wracać do krainy smoków i wezmą łyk wielkości wiarygodności Jerzego Z. jako lekarza, a wtedy wiecie, trudno spodziewać się efektu,

I naprawdę najlepsza do nawodnienia w upały, jak w innym czasie (poza może okresami biegunki itp., gdy dziecko zupełnie nic nie je) jest zwykła woda.

O rozpoznawaniu odwodnienia pisałam TUTAJ.
O objawach wyczerpania cieplnego i udaru gadałam TUTAJ

SZCZEPIENIA W UPAŁY

Wisienka na tym torcie pełnym tajemnic oraz gratis dla tych wszystkich, którzy lubią mnie nazywać mordercą dzieci, czyli upały nie są przeciwwskazaniem do szczepień. NIE SĄ. I zawsze mnie dziwi, gdy rodzice albo co o wiele gorsze, personel medyczny, przekazuje dalej tę totalnie nieprawdziwą informację. Żeby wyjaśnić takim osobom, że się mylą zadaje się często pytanie, jak takie osoby wyobrażają sobie szczepienia np. w gorących krajach Afryki? Osobiście mam wrażenie, że argument z Afryką niezbyt rusza Polaków. Raczej się zawsze zastanawiam, czy te osoby naprawdę wolą czekać na jesień i sezon infekcyjny? A może zimę i sezon totalnie infekcyjny? Naprawdę wolą szczepić wtedy?

W każdym razie, niezależnie od tego, co myślą i czym się kierują, jest to informacja nieprawdziwa.

Koniec i bomba. Jak macie jeszcze jakieś pytania albo uwagi to dawać!